Wybierz kategorię tematyczną

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Kiedy z Sebastianem Kalkowskim z przewodnicywedkarscy.pl zastanawialiśmy się gdzie zorganizować I Zagraniczny Zlot haczyk.pl, wyprawa do Szwecji była jednym z pierwszych pomysłów. Niewielka odległość do szkierów Blekinge, przystępna cena wyprawy i perspektywa złowienia pięknie wybarwionych morskich szczupaków utwierdziła nas w przekonaniu, że to dobry wybór.

Po skompletowaniu listy uczestników otrzymaliśmy szczegółową mapę z zaznaczonymi dobrymi miejscówkami oraz wskazówki co do zasad łowienia i najlepszych przynęt. Wreszcie nadszedł długo oczekiwany dzień wyjazdu. Z odpowiednim wyprzedzeniem spotykamy się w Gdyni.

 

 

Przepakowujemy się do trzech samochodów i ruszamy na prom.

 

 

Statek okazuje się bardzo przyjaznym miejscem do spędzenia podróży. Niewielkie, ale wygodne kajuty, dobrze wyposażony sklep, restauracje, bary, dyskoteka a nawet okazja do spróbowania sił w kasynie- spowodowały, że dla wielu z nas czas podróży upłynął bardzo szybko.

 

 

Rano ledwo zdążyliśmy zjeść śniadanie i już byliśmy na miejscu. W porcie możemy się przekonać, że wybrzeże Bałtyku w Szwecji wygląda zupełnie inaczej niż u nas.

 

 

Zjeżdżamy z promu i po 45 minutach jazdy po dość pustych drogach dojeżdżamy na miejsce. Krajobraz w całym Blekinge jest bardzo podobny- skały porośnięte mchem, wrzosami i niższym niż u nas lasem, z widocznymi oznakami jesieni mimo wysokiej temperatury. Ta dobra pogoda dość mocno nam przeszkodziła w połowach, ale o tym później.

Telefon do rezydenta Johana i już możemy się wprowadzać do domków. Tuż przy wejściu do domków witają nas grzyby.

 

 

Domki są przestronne i dobrze wyposażone. Można się jedynie przyczepić do sypialni "na pięterku", gdzie miejsca jest tylko tyle żeby wpełznąć na łóżko. No, ale i to ma swój koloryt. Na dole za to spory salon z dużą kanapą i świetnie wyposażony aneks kuchenny. Na wewnętrznej stronie drzwi- zdjęciowa instrukcja, co gdzie powinno leżeć w kuchni.

Johan w tym czasie jeszcze przygotowuje łódki, więc postanawiamy zrobić rekonesans z wędkami. Zabieramy po dwie przynęty, kije i idziemy nad wodę. Od razu widać, że woda jest czysta, ale mocno zarośnięta przy brzegu. Uderza brak objawów obecności drobnicy nad podwodnymi łąkami. Dostęp do wody z brzegu jest mocno ograniczony, bo brzeg jest ściśle zabudowany domami, ale udaje nam się trochę porzucać. W zatoce widać spławy ryb i nagle Don Gucak woła, że ma branie. Biegniemy z Dawidem i o dziwo pierwszą rybą okazuje się... piękny jaź.

 

 

Później mimo obecności ryb nawet tuż przy brzegu, nie udaje się przechytrzyć jazi, ale zatoka już na zawsze zostaje ochrzczona "jaziową" a spektakularne spławy obserwujemy jeszcze w kolejnych dniach.

Oprócz tego z brzegu notujemy jeszcze kontakt Dawida i niewielkiego szczupaka Rafała.

Po południu spotykamy się w przystani z Johanem, ale jego wieści nie brzmią dobrze. Bardzo wysokie temperatury spowodowały, że w ostatnim czasie jest bardzo słabo z braniami. Odbieramy klucze od łodzi i ruszamy do walki!

Wędkujemy w takiej scenerii

 

 

W pierwszym dniu z moim partnerem na łodzi- Don Gucakiem próbujemy na początek zarówno obławiać zarośnięte płycizny przy wyspach jak i otwartą głębszą wodę łowiąc w dryfie. Zaowocowało to pierwszymi rybami łowionymi w obu lokalizacjach.

 

 

Okazuje się, że porady Sebastiana by pływać ostrożnie nie były bezpodstawne. Woda obfituje w wysepki i głazy czasem tak zdradliwe jak ten.

 

 

Na szczęście wszyscy operowali łodziami rozważnie- posługując się echosondą a w skrajnych przypadkach obserwując wodę przed dziobem. Po kilku dniach już sprawnie pokonywaliśmy po kilka kilometrów poznając urozmaicone wybrzeże szkierowe. Zmiana głębokości z 15 na 3 metry na dystansie 50 metrów to tutaj nic nadzwyczajnego.

Jak już jesteśmy przy łodziach. Okazały się naprawdę w porządku. Długość około 4 metrów i silnik 10 KM pozwalały wygodnie i bezpiecznie dotrzeć nawet w odległe miejscówki.

 

 

Warta podkreślenia jest oszczędność silników. Przez całą wyprawę spaliliśmy niespełna po dwa dziesięciolitrowe zbiorniki (pierwszy gratis) mimo, że pokonywaliśmy często spore odległości. Cena paliwa w Szwecji to około 7 zł/ litr.

Pierwszy dzień to był rekonesans, ale Dawid od samego początku imponował skutecznością łowiąc pierwsze ładne ryby- około 90 cm.

 

 

Już pierwszy dzień i sukcesy Dawida pokazały, że będą się liczyć duże gumy. Niby każdy miał coś ze sobą, ale nie spodziewaliśmy się, że odegrają tak dużą rolę i potrzebne będą te naprawdę największe modele.

 

 

Łowię też pierwsze okonie, jednak w sposób w jaki jeszcze nigdy nie łowiłem. Pewnego dnia postanowiłem sprawdzić co to za zapisy na echosondzie na 9 metrach. Podejrzewałem śledzie, więc napłynąłem na zapis i spuściłem zestaw śledziowy, na którym zameldowały się okonie!

 

 

Później jeszcze kilka razy próbowałem tego sposobu- ryby brały tylko w jednym miejscu na głębokości 9,5 metra. Należało idealnie napłynąć na zapis i błyskawicznie spuścić zestaw śledziowy. Owocowało to kilkoma rybami na zestawie na raz. Po jednym, maksymalnie dwóch holach znowu trzeba było żmudnie szukać zapisu przez kilka minut i znów spuścić zestaw.

O tym, że ten przedziwny sposób był skuteczny niech świadczy fakt, że pozostali uczestnicy wyprawy złowili przez cały pobyt dwa lub trzy okonie a ja z Don Gucakiem kilkadziesiąt. Ich wielkość nie powalała (do 30 cm), ale taki sposób łowienia był ciekawym doświadczeniem.

W kolejnych dniach penetrowaliśmy kolejne, coraz dalsze obszary, szybko "chrzcząc" nowe skuteczne miejscówki. "Wyspa z czerwonym domkiem", "Barania wyspa", "Gofrowa zatoka", "Jaziowa zatoka"- sporo mówią uczestnikom Zlotu. 

 

 

Każdy kolejny dzień rozpoczynamy tak samo- z samego rana jesteśmy na przystani i startujemy na łowy.

 

 

Wkrótce Gofer zaczyna doganiać Dawida w skuteczności.

 

 

My też coś dłubiemy

 

 

Podobnie pozostali uczestnicy wyprawy, ale Dawid ze swoimi dużymi gumami i konsekwentnym obławianiem obiecujących miejsc ma zdecydowanie najlepsze wyniki.

 

 

Ze względu na bezpieczeństwo, w najdalsze miejscówki staramy się pływać większą ilością łodzi. Tu Gregorek i Rafał na wspólnym wypadzie z Dawidem i Mrukusem.

 

 

W kolejnych dniach Dawid łowi bardzo ładnie, ale świetne zdjęcia zawdzięcza partnerowi z łodzi- Mrukusowi.

 

 

Czasem i Dawid miał okazję zrewanżować się Mrukusowi.

 

 

Przyłowy zdarzają się bardzo rzadko.

 

 

Wieczory upływają na dyskusjach o rybach i omawianiu planów na kolejny dzień. Idealny jest do tego nasz taras.

 

 

Nie zawsze jest chęć na łowienie, szwedzka cisza sprzyja rozmyślaniom i wyciszeniu.

 

 

Ze względu na upały wstajemy o piątej a o szóstej już jesteśmy na wodzie. Owce samotnie żyjące na wyspach witają nas jak swoich głośnym beczeniem. 

 

 

Przepiękna zatoka odkryta przez ekipę Gofera przyniosła wiele pięknych ryb. Rano mogliśmy nasłuchiwać głośnych ryków łosi (jeleni?).

 

 

Don Gucak i ja nie możemy się pochwalić tak dużymi okazami, ale sukcesywnie łowimy szczupaki.

 

 

Wreszcie przychodzi dzień, w którym zapisujemy na konto dwie metrowe ryby. Najpierw Gofer łowi grubą sztukę 101 cm w płytkiej zatoce.

 

 

A po południu Dawid łowi swoją rybę zdecydowanie ponad metr długości.

 

 

Wieczór panowie poświęcają na dyskusję, który okaz był większy (rozwiązanie na filmie). 

Do końca wyjazdu spędzamy prawie całe dnie na wodzie, spływając tylko na obiad i krótki odpoczynek. Szczupaki nas nie rozpieszczają brań nie jest dużo i w dalszym ciągu sprawdzają się niemal wyłącznie największe gumy. Testowaliśmy przywiezione przez Dawida najnowsze gumy Mikado, których jeszcze nie ma w sprzedaży. Wygląda na to, że zrobią w przyszłym roku dobrą robotę.

 

 

Zastanawiam się czy to z powodu obecności tubisów?

 

 

Do końca pobytu aura była iście letnia, co z pewnością nie pobudzało ryb do wzmożonej aktywności.

 

 

Jedynym pocieszeniem były tak piękne widoki.

 

 

Dopiero w ostatnim dniu pogoda na chwilę się załamała, popadał deszcz, ale nie wpłynęło to znacząco na efekty.

7 dni łowienia szybko minęło i trzeba było ruszać w powrotną drogę...

Podsumowując, od strony organizacyjnej wszystko wyszło bardzo dobrze. Organizator wyprawy przewodnicywedkarscy.pl na wysokim poziomie. Informacje wstępne o łowisku i metodach łowienia, SMS przypominający o promie kilka godzin przed wypłynięciem (!). Telefony ze strony Sebastiana i Michała z pytaniami jak nam idzie i wskazówkami czego jeszcze możemy spróbować. Domki schludne i dobrze wyposażone, łodzie dobrej jakości z oszczędnymi silnikami. Rezydent dostępny pod telefonem przez cały czas. Dla chętnych w ośrodku dostępne nawet rowery.

Szwedzki krajobraz specyficzny i urokliwy. Cisza, spokój. Na drogach, czy we wsiach spotyka się niewielu ludzi. Na wodzie z rzadka spotykaliśmy innych wędkarzy. Można oderwać się od rzeczywistości. Kiedy na jednej z wysp położyłem się na chwilę na materacu z pachnących wrzosów, to było to coś magicznego...

Szwedzkie zwyczaje- czasem niecodzienne dla nas. Np. dzielony sedes, segregowanie śmieci na 9 różnych kubłów, etapowy zakup papierosów (trzeba odebrać dwie karteczki w dwóch różnych miejscach, aż w reszcie w trzecim dostanie się papierosy), czy wreszcie brak możliwości zakupu alkoholu w zwykłym sklepie. Należy znaleźć wyznaczoną, specjalną placówkę- w sklepach jest tylko piwo 2%. Drogi bezpieczne, bo przeciwne pasy oddziela... płot. Rzuca się w oczy atencja dla barw narodowych. Przy każdym domu i domku wisi flaga narodowa a nawet znaki drogowe są w barwach szwedzkich.

Wędkarsko łowisko ma z pewnością wielki potencjał, ale my niestety nie mogliśmy się o tym w pełni przekonać. Słoneczna pogoda, woda o temperaturze 18 stopni sprawiła prawdopodobnie, że zdarzały się dla niektórych z nas dni bez żadnej ryby. Nie liczyliśmy na okaz w każdym rzucie, ale spodziewaliśmy się, że złowienie średniaków nie będzie sprawiało żadnego problemu. W praktyce złowienie każdej ryby wymagało wielu rzutów i dużej dozy cierpliwości. Na wszystkich zrobiły wrażenie umiejętności Dawida, który prawie każdego dnia łowił jakąś ładną rybę. Krok w krok "punktował" Gofer, reszta ekipy od czasu do czasu dokładała również znaczące ryby- jak np. 92 cm Rafała w przedostatni dzień.

Sprawdziły się niemal wyłącznie wielkie gumy min. 20-25 cm. Ja najwięcej brań miałem na węgorza Savage Gear, którego kleiłem codziennie po śladach zębów, żeby nieco przedłużyć my żywot. Sprawdził mi się też wielki Fishunter Mikado- nowość na przyszły rok. Plusem łowienia na szkierach jest niewielka ilość twardych zaczepów. Prawie nie traciliśmy przynęt. Przekonałem się, że na szczupaka nie ma za dużej gumy. Pięćdziesiątka spokojnie wiesza się na gumie 25 cm. Tą wiedzę  pewnością spróbuję wykorzystać na moich łowiskach.

No i wreszcie najważniejsze. Od strony towarzyskiej Zlot okazał się pełnym sukcesem. Od samego początku ekipa dobrze bawiła się w swoim towarzystwie. Przegadaliśmy mnóstwo czasu, podpatrzyłem sporo ciekawych rzeczy, dużo się nauczyłem. Rozstaliśmy się z mocnym postanowieniem, że pierwszy zagraniczny Zlot haczyk.pl nie będzie z pewnością ostatnim.

W relacji wykorzystałem zdjęcia udostępnione przez kolegów Mrukusa i Gofera. Uzupełnieniem tego tekstu będzie film. 

Dziękuję wszystkim uczestnikom i już nie mogę się doczekać naszej kolejnej wyprawy.

 

tomek1

 

Komentarze użytkowników

Zaloguj się aby dodać komentarz
Eldorado najtańszy sklep wędkarski w siecinanoliteHttp://www.AutoDoc.pl
DobrywedkarzTOKAREX - super oferta pontonów firm Honda, Bush, Fiord, Kolibri, YRT, CHINEE oraz silniki i akcesoria do nich